Piątek 5 lutego 2021
Wczoraj lekkim popołudniem podglądałem jak miejski gołąb, korzystając z chwili odwilży, kilkukrotnie przynosił gałązki do budowy gniazda. Trzymał je w dziobie, potem wciskał się w załom muru w budynku. Był bardzo zajęty swoją pracą, skoncentrowany na moszczeniu legowiska do złożenia i wysiadywania jaj.
Całkiem niedaleko stadko jego kolegów i koleżanek taplało się w kałuży na chodniku, leniwie i niechętnie ledwo usuwając się przed przechodniami. A na pobliskiej rynnie inne stadko gruchało ospale, jakby oglądało transmisję z obrad jakiejś nudnej komisji sejmowej.
Nie piszę o tym, aby raz jeszcze przekonywać o rozpoczętej już wiośnie. Pochwalam jedynie pracowitego brata gołębia i robię przyganę jego koleżankom i kolegom obibokom i plotkarzom.
Piszę o tym, abyśmy kochali swoją pracę , nie zazdrościli plotkarzom i leniwcom. I po to, by przypomnieć, że poprzez pracę uczestniczymy w Bożym dziele kontynuacji stworzenia. Bez względu na to czy przekręcamy śrubki, czy gotujemy zupę, czy klikamy w klawiatury, czy odgarniamy śnieg na parkingu. Tak uczy mądra teologia.
I tylko nie wiem gdzie teologii uczył się ten mądry, pracowity i szaroniebieski gołąb.


