999 TO ZA MAŁO 1000 MOŻE ZADZIAŁA

Czwartek 29 stycznia 2021

Mam wiele doświadczeń życiowych, które nauczyły mnie, że nigdy nie wolno przekreślać drugiego człowieka i tracić nadziei. Jedno zdarzenie, ilustrujące tę prawdę, przytaczam dalej, pisałem o tym kilka lat temu. Dopisuję tylko, że główny bohater dziś ma się dobrze i odmienił swoje życie startując z kupki gałęzi pod kościołem.

To, czym się chcę z wami podzielić, to kilka może aż banalnych prawd.

Najpierw, nigdy nie wolno tracić nadziei w próbie pomocy drugiemu. Czasem jesteśmy jedynym źródłem nadziei, dla alkoholika, narkomana czy życiowego rozbitka. Tacy ludzie nie mają nadziei, toczą się bezładnie bez nadziei, że może być inaczej. Ale mogą tej nadziei zaczerpnąć od nas.

Nie ma sensu, to druga rzecz, besztać, rugać i naskakiwać na takie osoby. Owszem, nam będzie lżej, jeśli komuś wygarniemy, nie zmieni to jednak motywacji takich osób. Kompletnie przeciwskuteczne są teksty typu: „Coś ty z siebie zrobił?!”, „Jak ty wyglądasz?!”, „Stoczyłeś się na dno!” Takie teksty to kolejne kamienie dla tonącego, to dodatkowe gnojenie zgnojonego – pokażcie mi w Ewangelii jeden przykład takiego zachowania Chrystusa. Za to wartość ma każdy ozdrowieńczy zastrzyk – „Chłopie, ty dasz radę, wszystko zależy od ciebie!”, „Pani to mogłaby być miss świata!” (do nie myjącej się od pół roku), „Widzę, że dojrzałeś do zmiany, cieszę się!”.

I po trzecie, wykonujecie po raz dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewiąty (999) taki zastrzyk nadziei, i machacie ręką – „To bez sensu!” Błąd! Za tysięcznym razem ktoś wreszcie nałamie gałęzi i się podniesie!

Zdjęcie – po raz któryś na działkach niesiemy nadzieję życiowym rozbitkom.

NA KUPCE GAŁĘZI

Rozmawiałem z Grzegorzem w środę wieczorem, tłumaczyłem, że coraz gorzej wygląda, że szkoda życia, że F-16 zeżre mu wątrobę i trzustkę. Grzegorz to inteligentny gość ale kilka lat temu wódka zaczęła rządzić jego życiem, stracił pracę, potem przyszedł rozwód i wreszcie eksmisja z mieszkania.

Rozmawialiśmy wiele razy, Grzegorz mówił, że chce się wyrwać, że ma dość nocy na melinach czy w pustych ruderach, gdzie nie ma prądu i wody, że chciałby zacząć na nowo. Na tym się jednak kończyło. W tamtą środę był tylko na małym rauszu, zachęcałem, żeby poszedł na odwyk, że jak tam pójdzie dostanie nowe ubranie, kosmetyki, buty.

W piątek, dwa dni po tamtej rozmowie zadzwonił telefon:

– Tu Grzesiek, jestem na odwyku.

Odwiedziłem go następnego dnia, przywiozłem to, co obiecałem. Co go przekonało wreszcie do decyzji, pytam.

– No przecież ksiądz mówił, żebym zaczął od nowa.

W nocy ze środy na czwartek Grzegorz stoczył szaloną walkę. Po kolei trzech bezdomnych jak on kumpli ciągnęło go na meliny, obronił się przed każdym z nich. Wiedział, że w czwartkowy ranek musi stawić się na odwyku z 0,00 promila na alkomacie, co jest warunkiem rozpoczęcia leczenia. Poszedł pod kościół „Ave”, znalazł kawałek suchego miejsca pod murem, nałamał kupkę gałęzi, żeby nie leżeć na betonie i nie przeziębić nerek. Rozdygotany przespał jakoś noc pod gołym niebem, przyjęto go na odwyk. To była najważniejsza noc w jego życiu, jak powiedział. Noc walki i zwycięstwa, tak myślę.

F-16 to techniczny spirytus z Ukrainy przemycany do Polski. Można go kupić po 6 zł za pół litra. To najbardziej popularny trunek bezdomnych. Niestety, zżera wątrobę, nerki, trzustkę, pustoszy żołądek i jelita, wywołuje także omamy.

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.