Wtorek 4 lipca 2017 Czwartego lipca przychodzi mi na myśl błogosławiony Pier Giorgio Frassati, zwany przez przyjaciół Valanga di Vita (Lawina Życia) – o tym już kiedyś pisałem, również o smutnej egzekucji fajki Pier Giorgia, w kościele akademickim KUL. (patrz: http://itinerarium.pl/2012/07/04/valanga-di-vita/)
Z krótkiego życia Frassatiego i okoliczności śmierci jedno przemawia bardzo mocno. Nie wolno życia zmarnować, krótkiego czy długiego. Życie się marnuje nie mając swojego zdania, chowając się za plecami innych. Bez pasji i żarliwości życie toczy się, zwykle obok nas. Najgorzej jak nie ma miłości, wtedy życie przemija.
Pier Giorgio skojarzył mi się także z inną postacią, polskim bardem Bogdanem Łyszkiewiczem (odszedł 17 lat temu). Udało mu się wyśpiewać pewnie to jak żył sam, jak żył błogosławiony z Turynu i jak my żyć powinniśmy.

