Wtorek 15 września 2015
Panią Mariannę spotkałem w poczekalni więzienia. Czeka się tam zwykle długo zanim klawisz wyczyta numer, rzadziej nazwisko oczekującego, potem można iść na widzenie. Więzienne poczekalnie tym się różnią od tych do lekarza, że w pierwszych mało się rozmawia, a już na pewno nie o tych, do których się przyszło. Chyba, że ludzi jest mało i trafi się ksiądz, któremu szeptem można coś opowiedzieć. I tak usłyszałem o Mirku, którego nie upilnowała. Miał silną rękę, kilka razy zmienił fizjonomię rywali w bójce, uzbierało się tego tyle, że dostał sześć lat. Matka odwiedza go dwa razy w miesiącu, na tyle prawo pozwala. Traci cały dzień, bo musi dojechać 130 km, z dwoma przesiadkami.
– Wie ksiądz, nie jest to miłe, ale co robić? Matką się jest do końca życia.
Pani Marianna modli się, żeby Mirek sprawował się dobrze, bo wtedy może przeniosą go do zakładu półotwartego i będzie go odwiedzać trzy razy w miesiącu, tak mówią przepisy.
Dziś jest święto Matki Boskiej Bolesnej, tej spod krzyża. Tej, która tak jak pani Marianna poszła za Synem do końca. Gdziekolwiek ten koniec jest, matki bolesne idą za dziećmi.
Andrzej pochodzi z bardzo porządnej i pobożnej rodziny. W którąś sobotę wziął od ojca samochód, pojechał na dyskotekę, wypił kilka kieliszków, wracał po pijanemu. Była kraksa, zginęły dwie osoby. W wieku 22 lat dostał cztery i pół roku odsiadki. Ojciec powiedział, że nie chce go znać, bo zniszczył dobre imię rodziny. Wymyślił legendę, że Andrzej wyjechał na zmywak do Londynu. Nie odwiedził syna ani razu, póki był w więzieniu. Po ponad dwóch latach Andrzej wyszedł na zwolnienie warunkowe, teraz sobie jakoś układa życie.
Matki zostają matkami do końca życia, jak Maryja. Pod krzyżem nie było jednak św. Józefa, może dlatego ojcowie nie mają się od kogo uczyć.


43 responses to BOLESNE MATKI DO KOŃCA ŻYCIA