Środa 30 kwietnia 2014
Kiedy przechodzę czy przejeżdżam obok szpitala bardzo krótko proszę: „Uzdrowienie chorych, módl się za nami!”. W niektórych szpitalach mam bliskich znajomych. Jeżeli droga wypada mi w pobliżu cmentarzy wznoszę krótkie „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie!”. Na niektórych cmentarzach mam bliskich znajomych.
Modlę się także przy przejściach dla pieszych na których zginęli przechodnie, to także „Wieczny odpoczynek”, w niektórych sytuacjach dodaję imię zabitego, zabitej, jeśli wiem kogo tam spotkała śmierć. Do tej modlitwy wzywają mnie krzyże, czasem lampiony. I modlę się też przy Internecie, kiedy czytam o wypadkach, katastrofach, ofiarach wojen czy nawet zwykłych śmierciach, jak ostatnio w przypadku Tadeusza Różewicza czy Tito Vilanovy. Tyle mogę na pewno zrobić dla tych, którzy odchodzą, zwykle za szybko, często niewinnie.
Rano, wyrywa mi się samo „Bądź uwielbiony Boże!”, a mam tak nie tylko teraz gdy witają mnie rześkie aromaty bzów i forsycji. Mam tak też na widok sopli i szronu, do uwielbienia Boga wzywają mnie również sfruwające z klonów cudnie umalowane liście.
Rozmawiam z kobietą, która ma duże problemy z dorastającą córką, a w sercu szepcę „Jezu zmiłuj się!”. Słucham młodego mężczyzny, od którego odeszła żona z ukochanym synkiem i bezsłownie wspieram go tą samą krótką modlitwą.
Radziłem wczoraj z grupką młodych ludzi nad pięknym projektem solidarności z dziećmi w Lusace i z Tatarami Krymskimi (napiszę pewnie więcej niedługo), jedliśmy lody i piliśmy herbatę z cytryną. Nie idzie łatwo, wiadomo wszyscy mamy mało czasu, pieniądze też rzadko (za rzadko) spadają z nieba. Wiem jednak, że damy radę i pomiędzy żartami i ustaleniami serce recytowało „Jezu ufam Tobie!”, a nie chodzi tylko o recytację, bo ja rzeczywiście staram się Mu ufać.
Nie piszę tego wszystkiego, żeby się pochwalić jak dużo i często się modlę i żeby zasłużyć na tytuł Pierwszego Dewota. Piszę na świadectwo, że modlić się można prawie cały czas, o czym zresztą wiem, bo tak zachęcał św. Paweł: „Módlcie się nieustannie!” (2 Tes 5,17). Kiedy idę spać, pamiętam, że „niech Cię nawet sen nasz chwali”, choć bardziej tkwi mi w duszy zapis zakochanej z Pieśni nad Pieśniami: „Ja śpię, lecz serce me czuwa!” (PnP 5,2).
Wydaje mi się, że bardzo dobrze rozumiem Norwida i jego „Modlitwę” („Przez wszystko do mnie przemawiałeś – Panie, Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie; Przez przyjacielską dłoń w zapasach z światem …), choć tak przejmująco tego nie zapiszę.
Piszę to wszystko na świadectwo, że próbuję kochać Boga, a to znaczy – tak czuję – że uwielbiam Go, ufam Mu, proszę, staram się być z Nim przy ludziach, cokolwiek im się przydarza. Forsycje, sople, pomoc dzieciom ulicy w Lusace, wszystko jest ważne.


25 responses to PRZY LODACH JEZU UFAM TOBIE