LEPIEJ ALBO INACZEJ

Na lubelski deptak wysypały się wiersze. Zgrabnie malowane, jedna literka na jednej kostce bruku.

Inne wiersze wdrapały się na mur renomowanego liceum i zajęły całą ścianę, od góry do trotuaru. Jeszcze inne wiersze wsiadły do autobusu i wyskakują z głośników, wprost w uszy podróżnych, wracających z pracy. Spotkałem także wiersze na peronie kolejowym, starały się zająć czas czekającym na pośpieszny do stolicy. Chodziły także wiersze w specjalnej szafie, po ulicach miasta.

Wypełzła więc poezja, jak czerwone mrówki z podziemnego korytarza, i rozłazi się po ścianach, ulicach i peronach kolejowych.

Nie chcę przez to powiedzieć, że poezja sięgnęła bruku, choć na bruku ją znaleźć można.

Wczoraj wieczorem, na przekór czasom i trendom, usiadłem z Lechoniem:

Co noc, gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia,
Gdy czczość jałową w myśli, w sercu pustkę mamy,
Wypluwa nas na miasto knajpa lub kawiarnia
I błądzimy bez celu po zamknięciu bramy.

A potem: łomotanie, czasem półgodzinne,
Nim wreszcie stróż zaspany obudzić się raczy,
I myśl: zabłądzić kiedyś pod drzwi jakieś inne,
Co prowadzą do „Lepiej” lub choćby „Inaczej”.

Spojrzałem ze zdziwieniem, książka ma lat trzydzieści, tytuł prosty „Poezje”, a jaka nastoletnia, żwawa, wciąż prawdy uczy o życiu i o mnie samym.

Jeszcze późnym wieczorem mijam znajomego. – Wiesz, córka dzwoniła, kupiła Prousta „W poszukiwaniu straconego czasu”. – O! A przy którym jest tomie?. – Chyba już drugi czyta.

Wiem (czytałem), że tomów jest siedem i wiem, co to magdalenka i że lepiej jej nie moczyć w herbacie. I wiem, że zawsze warto pukać do drzwi, za nimi Lepiej, albo Inaczej.

Itinerarium , , , , , , ,

Comments are closed.