ŚWIĘTO OD ZARAZ W DWÓCH SŁOWACH

Wkrótce, w nocy Wigilijnej, po raz kolejny w kościołach obwieścimy, że Słowo Ciałem się stało. W to Radosne Obwieszczenie włączymy się składając sobie życzenia.

Popłyną lawiny słów, wprost z ust, poprzez Internet, przez telefony, zwykłe, komórkowe i multimedialne. I przypuszczam, że ta lawina słów przysypie skutecznie sens Świąt.

W gruncie rzeczy Boże Narodzenie, to Święto spełnionego Słowa. Wczoraj w Ewangelii czytaliśmy o wizycie Anioła u Józefa, który ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki. Zwróćcie uwagę – Anioł powiedział, a potem mamy fakt: Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.

Podobnie dzieje się w dzisiejszych opisach. Anioł mówi do żony Manoacha (a matki Samsona): Oto poczniesz i porodzisz syna, a następnie dokonuje się spełnienie słowa: Porodziła więc owa kobieta syna i nazwała go imieniem Samson. Słowo się spełnia, tworzy fakty, ucieleśnia się. Kolejny przypadek, dziś czytany, to zapowiedź narodzin Jana Chrzciciela: Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. O spełnieniu tego słowa doczytamy we wtorkowej Ewangelii. Niemal identycznie przebiega dialog Anioła z Marią, która zgadza się na działanie słowa: „Niech mi się stanie według słowa twego”.

Słowa, które zmieniają świat, zmieniają życie, takie są te słowa towarzyszące Bożemu Narodzeniu, temu, które w Palestynie dokonywało się przed ponad 2000 lat. Dziś stajemy bezradni wobec przewrotności słów, co może napawać przerażeniem. Przezorność czy nawet roztropność, każe dziś doszukiwać się co realnie znaczą słowa kierowane do nas. Coraz częściej mamy prawo – nauczeni smutnym doświadczeniem nieustannego oszukiwania – zastanawiać się, co właściwie znaczą słowa, które usłyszeliśmy. Nawet jeżeli ich sens dotychczas rozumieliśmy jednoznacznie i bez problemów. Sferą najbardziej zainfekowaną przewrotnością jest „mowa polityki”, gdzie skutek zastąpił prawdę. Osobiście namawiam, żeby nie wierzyć żadnemu słowu żadnego polityka, dopóki nie zobaczymy do czego zmierzał. Wszelkie kłamstwa uchodzą na sucho politykom, standardem jest to, że politycy kłamią. Co więcej, ich kłamstwa nazywane są pracą, a za najbardziej skuteczne blagowanie otrzymują intratne gratyfikacje – miejsca w parlamentach, pieniądze, dobre auta, rezydencje.

Podobnie zalecam ostrożność, jak najdalej posuniętą, w odbiorze słów płynących z mediów. Przypominam, że służą obecnie nie do przekazywania prawdy, informacji czy wyjaśniania świata, ale do zarabiania pieniędzy lub są tubą partii, grup wpływów lub koterii spętanych siecią interesów. Ta uwaga dotyczy zarówno tygodnika „NIE”, czy pisma „Fakty i Mity”, popularnych dzienników i tygodników, stacji radiowych lub telewizyjnych, po predestynowane z nazwy do innej roli takie media jak „Radio Maryja” czy „Nasz Dziennik”. Z obrzydzeniem dostrzegam także zjawisko rozmijania się z faktami w gazecie, w której wydawałoby się trudno o taki proces – w „Przeglądzie Sportowym”; oczywiście podawane wyniki meczów, jeszcze zgadzają się z tym, co działo się na boisku. Ale już przy ocenie gry zawodników, ulubieńcy komentatorów mogą grać żenująco słabo, a i tak otrzymają pochlebne recenzje.

Banalność i drętwota goszczą także w mowie kościelnej, gdzie często, za często, występuje sytuacja, że trzeba coś powiedzieć – kazanie, konferencję, pouczenie. Ponieważ trzeba coś powiedzieć, coś tam się mówi. Słuchacz nie oczekuje niczego specjalnego, zwykle skutecznie się wyłącza na „czas nadawania” przez księdza; ksiądz świadom, że słuchacz niczego szczególnego nie oczekuje, również niczego szczególnego nie komunikuje. Pobożna gadanina o ważnych z nominacji sprawach – zbawienie, nawrócenie, dobre życie – zasypuje msze, rekolekcje i liturgiczne uroczystości. Może rzadziej niż gdzie indziej dochodzi w mowie kościelnej do rozmijania się z prawdą (choć tam gdzie ideologia wdziera się w język mówców, mam już wątpliwości), ale na pewno dawka pustego i drętwego słowa jest zwykle przyduża.

Czy zatem stajemy zupełnie bezradni w przededniu Święta Słowa, skazani na lawinę słów, które niewiele lub nic nie znaczą? Czy znów zostaniemy zatruci słowami kłamliwymi, przeinaczonymi w sensie, pustymi i drętwymi?

Jestem optymistą, mimo tego, co wyżej napisałem. Są słowa, które same w sobie mieszczą sens Bożego Narodzenia, mogą wymknąć się grom werbalnym i dają smak Święta.

Dwa z nich wydają mi się kluczowe: „Przepraszam, to moja wina” i „Przebaczam ci, nie ma sprawy”. Prośba o przebaczenie, wyrażona w uznaniu błędu, zła, jakiegoś niepohamowanego ataku emocji, jest faktem, niekiedy najgłębszym, jaki może się w nas dokonać. Na pewno wiecie, ile to kosztuje. Kosztuje, ale jakąż nieocenioną ma wartość! Gotowość przebaczenia, zapomnienia, odpuszczenia zła, jest także wielką celebracją słowa, jest jakby wyważeniem zamkniętych kiedyś szczelnie i zdawałoby się nieodwracalnie drzwi, stworzeniem na nowo wspólnej przestrzeni do życia, zaproszeniem do odbudowania wspólnoty, położeniem nowych fundamentów zaufania, aby powstał Dom. Dom, w którym będzie miejsce dla nas obydwu, obojga, choć zdawało się, że jesteśmy w stanie zbudować już tylko dwa bunkry, z których będziemy do końca życia ostrzeliwać się, złymi słowami, oszczerstwami, kłamstwami, złymi gestami i jeszcze gorszymi czynami.

To jest jakaś podpowiedź, jak nie rozminąć się w lawinie słów – kłamliwych i pustych – ze słowami, które stwarzają Boże Narodzenie dziś dla nas. Tak, jak tamte słowa, sprzed 2 000 lat sprawiły, dokonały, Narodzenia Boga.

LITURGIA SŁOWA

(Sdz 13,2-7.24-25a)
W Sorea, w pokoleniu Dana, żył pewien mąż imieniem Manoach. Żona jego była niepłodna i nie rodziła. Anioł Pana ukazał się owej kobiecie mówiąc jej: Otoś teraz niepłodna i nie rodziłaś, ale poczniesz i porodzisz syna. Lecz odtąd strzeż się: nie pij wina ani sycery i nie jedz nic nieczystego. Oto poczniesz i porodzisz syna, a brzytwa nie dotknie jego głowy, gdyż chłopiec ten będzie Bożym nazirejczykiem od chwili urodzenia. On to zacznie wybawiać Izraela z rąk filistyńskich. Poszła więc kobieta do swego męża i tak rzekła do niego: Przyszedł do mnie mąż Boży, którego oblicze było jakby obliczem Anioła Bożego – pełne dostojeństwa. Rzekł do mnie: Oto poczniesz i porodzisz syna, lecz odtąd nie pij wina ani sycery, ani nie jedz nic nieczystego, bo chłopiec ten będzie Bożym nazirejczykiem od chwili urodzenia aż do swojej śmierci. Porodziła więc owa kobieta syna i nazwała go imieniem Samson. Chłopiec rósł, a Pan mu błogosławił. Duch Pana zaś począł na niego oddziaływać.

(Ps 71,3-6.16-17)
REFREN: Będę opiewał chwałę Twoją, Boże

Bądź dla mnie skałą schronienia
i zamkiem warownym, aby mnie ocalić.
Bo Ty jesteś moją opoką i twierdzą,
Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca.

Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją,
Panie, Tobie ufam od lat młodości.
Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin,
od łona matki moim opiekunem.

Opowiem o potędze Pana,
będę przypominał tylko Twoją sprawiedliwość.
Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości
i do tej chwili głoszę Twoje cuda.

Korzeniu Jessego, który stoisz jako sztandar narodów, przyjdź nas uwolnić, racz dłużej nie zwlekać.

(Łk 1,5-25)
Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach. Kiedy w wyznaczonej dla swego oddziału kolei pełnił służbę kapłańską przed Bogiem, jemu zgodnie ze zwyczajem kapłańskim przypadł los, żeby wejść do przybytku Pańskiego i złożyć ofiarę kadzenia. A cały lud modlił się na zewnątrz w czasie kadzenia. Naraz ukazał mu się anioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia. Przeraził się na ten widok Zachariasz i strach padł na niego. Lecz anioł rzekł do niego: Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie. Będzie bowiem wielki w oczach Pana; wina i sycery pić nie będzie i już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym. Wielu spośród synów Izraela nawróci do Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych – do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały. Na to rzekł Zachariasz do anioła: Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku. Odpowiedział mu anioł: Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem. A zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę wieść radosną. A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie. Lud tymczasem czekał na Zachariasza i dziwił się, że tak długo zatrzymuje się w przybytku. Kiedy wyszedł, nie mógł do nich mówić, i zrozumieli, że miał widzenie w przybytku. On zaś dawał im znaki i pozostał niemy. A gdy upłynęły dni jego posługi kapłańskiej, powrócił do swego domu. Potem żona jego, Elżbieta, poczęła i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy. Tak uczynił mi Pan – mówiła – wówczas, kiedy wejrzał łaskawie i zdjął ze mnie hańbę w oczach ludzi.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Comments are closed.