Skoro jesteśmy przy naszych pragnieniach i wyborach. Nie należy się bać swoich pragnień. Na pewno są motywem naszych wyborów.
Dobrą, wyborną rzeczą jest zrozumienie swoich pragnień. A tu potrzebna jest chyba w jakimś sensie hermeneutyka, sztuka rozumienia. Bo nie wszystkie pragnienia mówią nam to, co z pozoru chcielibyśmy, aby mówiły (klasyczny przypadek, gdy chęć dowartościowania samego siebie kamufluje się służbą i poświęceniem dla innych).
Ponadto skąd się biorą pragnienia? Czy te najgłębsze nie wynikają z „wrażenia się” w nas jakichś zasadniczych wartości, doświadczanych choćby ułamkowo? Ktoś ogląda, dajmy na to Wiosnę (czy Narodziny Wenus) Botticellego (rzecz jasna u Uffizich, we Florencji) i powstaje w nim pragnienie piękna – wyobrażanego, myślanego lub nawet czynionego.
Więc i bukiet pragnień wcale w nas nie ukończony. Wszystko jest możliwe.

