kazanie na Dzień Papieski
niedziela 11 października 2009
Guam, Belize, Burkina Faso, Benin, Wyspy Salomona, Botswana, Fidżi, Lesotho, Suazi, Reunion, Bissau, Curacao. Większość nazw tych państw i państewek niewiele nam mówi, być może czytamy o nich pierwszy raz.
Raźniej będzie jak napiszę Bośnia i Hercegowina, Azerbejdżan, Armenia i Kuba.
Ale i te kraje z pierwszego rzędu jak i drugiego nawiedził w czasie swojego pontyfikatu Jan Paweł II. W większości z nich wolność jest krucha albo nawet niewyobrażalna. Dlatego między innymi nazywamy Go Papieżem Wolności.
O wiele bliższy nam jest klimat polskiej wolności. Nie ma wolności bez solidarności! Dzisiaj wypada powiedzieć: nie ma solidarności bez miłości.
Przywołuję te słowa Jana Pawła II (Gdańsk 1999 – dziesięć lat temu) w Dniu Papieskim, obchodzonym dziś pod hasłem: Papież Wolności. Wtedy, w Gdańsku, te słowa spinały klamrą polskie doświadczenie, w stanie wojennym wołaliśmy, że nie ma wolności bez „Solidarności”. Papież wskazał dalej – mamy „Solidarność”, ale nie ma solidarności bez miłości.
Wolność, solidarność, miłość, trzy siostry. W błędzie jesteśmy, myśląc, że jesteśmy wolni, solidarni, kochający. Na kazaniu nie powinienem się czepiać, ostrzegam tylko, że bardziej zakumplowani jesteśmy z nienawiścią, egoizmem i obojętnością.
Wolność „tamta”, której pragnęliśmy przed 20 laty (a za którą tęsknią narody wymieniane na początku) i którą posiadamy teraz, rodzi złudne przekonanie, że żadnej innej nie potrzebujemy. Zapewne nasi przodkowie przenosząc się z lasów do jaskiń, także czuli się bardzo szczęśliwi.
Do tej wolności, jaka rodzi się z miłości dojrzewamy bardzo powoli, na razie ciesząc się wolnością podróży, zakupów i wyboru pasty do zębów. Dojrzejemy, wierzę, do wolności, która przyniesie szczęście wielu, może wszystkim. Trochę musimy w tej kwestii zrobić sami, może resztę wymodli nam Papież Wolności.

