Dobro i moc Jezusa były tak intensywne, że argument spółki z Belzebubem był rozpaczliwą próbą zdezawuowania dzieła ogłaszania i budowania Królestwa Bożego (por. dzisiejsza Ewangelia – Łk 11,14-23). Tym bardziej współczesnych Jezusowi raziła Jego niekonwencjonalność, ignorowanie pustych zasad, całkowita nowość czynów i słów. Możliwość interpretacji Jego dzieła, jako Bożego, groziła zbyt daleko idącymi przewartościowaniami. Etykieta – konfrat Belzebuba – pozornie rozwiązywała problem. Zawsze jakaś chwytliwa etykieta – idiota, oszołom, psychol, mędrek – zdaje się być radą na niewygodnych nowatorów.
W czytaniu, roz-czytywaniu Ewangelii, czeka nas wiele niespodzianek, ukazujących niebywałą osobowość Jezusa. Co więcej, mamy jeszcze przed sobą lekturę Ewangelii jako projektu życia (w miejsce koniunkturalnej „cytatologii”) i jako projektu świata (nowa ziemia). A to grozi porzuceniem wygodnej, aktualnej, praktyki chrześcijaństwa.
Jeśli bierzesz się serio za roz-czytywanie Ewangelii i jej aplikację, musisz wkalkulować, że nie zostanie na tobie sucha nitka. Zwłaszcza pobożne panie dojrzą w tobie wichrzyciela, różne instytucje strzegące tradycji i dobrych obyczajów obłożą cię klątwami, a tak zwane świadome społeczeństwo znajdzie sposób, by cię skutecznie wyeliminować.
Właściwie, straszne, cholerne ryzyko, brać się serio za Ewangelię. Może nawet nie warto.

