KRÓTKI LIST DO MOBILKÓW

Piątek 3 września 2021

Od trzech miesięcy piesi mają w Polsce (nareszcie!) pierwszeństwo na przejściu. To novum zaczyna się przyjmować coraz powszechniej, najlepiej jest w dużych miastach. Uprzywilejowanie maszerujących sióstr i braci jeszcze nie jest jednak oczywistym nawykiem polskich kierowców.

Dni stają się coraz krótsze, wieczory zapadają wcześniej i obawiam się, że najtrudniejsze czasy dla pieszych dopiero nadejdą. Zwykle fatalnie oświetlone przejścia dla pieszych to naprawdę niebezpieczne miejsca. Stąd pierwsza prośba do kierowców, odejmijmy 10-20 km z licznika.

Druga uwaga, widzę, jak duża część kierowców na widok pieszych hamuje tuż przed przejściem i jeszcze reaguje irytacją, że pieszy nie wchodzi na pasy. Pieszy widząc szybko nadjeżdżające auto woli nie wejść i przeżyć niźli wejść i mając rację spocząć na cmentarzu. Wystarczy zacząć hamować kilkanaście metrów przed przejściem, aby siostra piesza lub brat pieszy nabrali pewności, że unikną kontaktu z naszym zderzakiem. Podobnie, poczekajmy aż pieszy znajdzie się ze dwa trzy metry od miejsca, w którym przekracza pasy, bo ruszanie z piskiem opon zaraz po przepuszczeniu powoduje obawę, że chcemy komuś poskrobać pięty. Zaręczam, że zaraz po tej uprzejmości nadrobimy w 15 czy 20 sekund grzecznościowe potraktowania pieszych.

Apeluję też o – dziś praktycznie nieobecną – tolerancję dla kierowców w samochodach z literką „L” (ang. Learn), naprawdę my kiedyś też tam siedzieliśmy i nie ma się co dziwić, że czasem jest tam włączony kierunkowskaz w lewo a auto jedzie w prawo. W zachowaniach wielu kierowców obserwuję tendencję, aby jak najszybciej i najsprytniej wyprzedzić takie pojazdy, bo przecież się tak wloką, a my, mistrzowie, jedziemy tak płynnie i bezbłędnie.

W niektórych krajach mają dobrą praktykę, że świeżo upieczeni kierowcy mają na dachu literkę „P” (ang. Probationery, próbny), co oznacza, że ktoś od niedawna jest kierowcą i nie wszystko mu musi wychodzić idealnie.

Autobusy (i trolejbusy w Lublinie) warto przepuszczać, gdy wyjeżdżają z przystanków, możemy mrugnąć dwa razy światłami, aby ich szoferzy wiedzieli, że im ustępujemy.

Kilka dni temu znajoma opowiadała mi, że w czasie deszczu udała się do ważnego urzędu, wiadomo szminka, puder, kunsztowny płaszczyk. No i obok przejechał rozpędzony samochód, urządzając kobiecie obfity prysznic. Nie muszą pisać jak się poczuła. Ponieważ odprowadzanie deszczówki w większości miast w Polsce to nadal wielka improwizacja, proszę, oszczędźmy kunsztowne płaszczyki pań a nawet siermiężne palta panów. Deszcze zdaje się jeszcze nadejdą.

I jeszcze duże pojazdy, które potrzebują więcej miejsca do skrętu, warto im to ułatwiać, zwłaszcza tym z zamiejscowymi rejestracjami.

Szerokości życzę dla wszystkich mobilków, a dla pieszych szczęścia na przejściach i wszędzie indziej.

Aha, na koniec, jasne muszę dodać, tak z lubelskiej perspektywy. Za wszelką cenę nie wsiadajmy za kierownicę przy 2 promilach, nawet do BMW. Już lepiej piechotą do lata, nawet jak przykrótkie sny nie w porę, nawet jak zbyt lekko się ubiorę, nawet jak płynie w nas gorąca krew i wścieka się jak lew. Lepiej poczekać, bo znów przyjdzie maj, a z majem bzy i wiosna spóźniona. No przecież czołgać się już dłużej nie ma siły, o jak bardzo, jak bardzo chce się pić!

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.