Poniedziałek 23 sierpnia 2021
Jeszcze jeden portal, to tylko pół godziny. Nie pozostanie nic w głowie, żaden zysk a czas stracony. Potem polecimy na miasto, zobaczymy co się dzieje, może coś się będzie działo, najwyżej wypijemy po piwku, pokręcimy się i wrócimy.
Piętnasta para butów może się przydać, są teraz tańsze, postoją spokojnie w szafie aż przyjdzie okazja. A okazja zapomina i nie przychodzi. Czego to jeszcze nie próbowaliśmy? Curry z batatami i tej, no .. maotai, może jeszcze mają na bazarze.
Może trochę się skrzywicie, ale pewien jestem, że Polacy weszli od kilkunastu lat w kulturę próżności, to znana od dawna pokusa (vana gloria), zamieniająca życie w nieustanne zdobywanie i posiadanie rzeczy (i wrażeń) pstrych, pchlich i farfoclowych. Słowem, nurzanie się w niczym, co jednak stroi się być czymś i czym chcemy jakoś innym zaimponować. To również tracenie czasu na „nic”, a za czasem idą stracone siły i pieniądze. Na końcu jest życie na próżno.
Oczywiście, piszę tylko o duchowym wymiarze próżności, przykłady wymieniłem na początku. Znalazłem niedawno zaskakującą modlitwę, króciutką, sam ją odmawiam i bardzo polecam:
Uwolnij mnie z niewoli próżności i daj poznać smak złotej miłości.
Tak, próżność zniewala, czasem nawet skazuje na życie bez sensu. A złota miłość? To chyba ta skromna ale wolna, prosta i jedyna, natychmiastowa i do końca wierna. Ta, która nigdy nie ma za wiele czasu, śpieszy się i biegnie, czasem spocona od wysiłku, posiwiała od dzielonych trosk. Najszczęśliwsza bo nic nad złoto.
Ups, trochę mi się to wszystko rozanieliło. Sam nie wiem, ale modlę się tą piękną frazą.


