Wtorek 10 sierpnia 2021
Jedna z moich wychowanek przed laty wstąpiła do sióstr Matki Teresy z Kalkuty. Na zakończenie formacji siostry otrzymywały wówczas (może jest tak i teraz) zamkniętą kopertę z informacją na jaką placówkę zostały skierowane. Dziewczyna otworzyła i niemal krzyknęła – „Ojej! Bangladesz! Nie wiecie, gdzie to jest?”. Żartobliwy kolega skomentował od razu: „Wydaje mi się, że w Piaskach trzeba skręcić w prawo ….” A świeżo upieczona siostra zakonna na to – „Nieważne, w prawo czy w lewo, byle za Panem Jezusem!”
Wkrótce ekipa naszych wolontariuszy pojedzie na Ukrainę prowadzić obóz dla dzieci. Potrzebowaliśmy tłumacza, zapytałem jedną z wolontariuszek czy pojedzie w takim charakterze, nie podając z roztargnienia dokąd. Po trzech dniach namysłu odpisała, że tak, bardzo chętnie. Po kilku następnych poinformowała z radością, że wszystko jest dobrze, bo otrzymała już urlop z pracy! Wreszcie wczoraj – wyjazd nastąpi za cztery dni – dostałem pytanie, czy może wiem do jakiego państwa i ewentualnie miasta pojedziemy. Owszem, wiem, szczegóły przekazałem. W sumie to chyba mało ważne do jakiego kraju i miasta się jedzie, ważne, że będzie coś dobrego i przygoda. Zwłaszcza, jak się ma dwadzieścia lat.
Maria z Nazaretu na początku też nie wiedziała, jak się potoczą jej losy. Piotr, gdyby przewidział, że kresem jego życia będzie krzyż w Rzymie, pewnie by się dłużej zastanowił czy pójść za Jezusem. Może i prawda, że nieważne gdzie i jak, ale liczy się z kim i po co wyruszamy. Zaufanie i fantazja opromieniają nasze życie. Warto spróbować.


