Wtorek 15 czerwca 2021
Często zdarza mi się roześmiać w rozmowie z ludźmi, których pomimo wielu starań wciąż dopadają słabości, śmieję się też z tego powodu z siebie samego.
No chcielibyśmy stanąć przed Panem Bogiem czyści, pachnący samym dobrem, bezgrzeszni, porządni, jednym słowem idealni. I powiedzieć Panu Bogu – „Zobacz, jestem święty! Prawda?” Panu Bogu nie pozostałoby nic innego jak podziwiać.
Celem takich dążeń, zwanych perfekcjonizmem, jest nasza doskonałość, rozumiana jako pełna zgodność życia z wymarzonym wzorem. Takie dążenia prowadzą często do ostrych nerwic, bo już już miało być perfekcyjnie aż tu nagle jakaś wpadka, głupi grzeszek albo stara wada i czar pryska. Na pomniku świętości rysa! Trzeba ją szybko usunąć, no to biegiem do konfesjonału i znów na jakiś czas ideał błyszczy nieskazitelnie. Po czym znowu sytuacja się powtarza. Przypomina to silnie przewrażliwioną panią domu biegającą ciągle po całym budynku ze szczotką i zmiotką, bo tu pyłek tam krztyna kurzu, a jeszcze paproch na klamce. I tak bez końca!
Nie będziemy bez grzechu, nie będziemy idealni i nie o to chodzi, przynajmniej w Ewangelii. Doskonałość, wedle niej, to codzienne próby kochania całym sercem Pana Boga, ludzi – czasem wrogów – i siebie samego, nieświętego i słabego.
Ewangelia
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził.
A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.
Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?
Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski».
(Mt 5,43 – 48)


