Źle się dzieje w Kościele. Pewnie wielu z was też podziela ten pogląd. A może dziać się jeszcze gorzej. I pewnie wiele z tego złego Kościół sam sobie przysparza.
Źle się dzieje, wyjaśniam, na pewno w Kościele szwajcarskim, a konkretnie w diecezji lozańsko – genewsko – fryburskiej (taka trójczłonowa nazwa), za sprawą tamtejszego biskupa Charlesa Moreroda, dominikanina.
Trzy razy uważnie czytałem wypowiedź tego hierarchy, trochę się krygowałem, żeby go krytykować, w końcu mam znajomych w Szwajcarii, mogą donieść. No i jeszcze ten najpoważniejszy zarzut, jaki kieruję w stronę biskupa Moreroda, że nie doczytał albo nie rozumie Ewangelii. Wspomniany metropolita postanowił zmniejszyć o połowę liczbę księży w swojej diecezji, z 345 do 170. Powód? Spadek popytu na liturgie kościelne oraz za mało wiernych w kościołach. Skoro następuje spadek popytu, należy zmniejszyć podaż. Znamy to, prawo rynku. Podobnie, jeśli jakaś sztuka w teatrze słabo się sprzedaje, należy ją zdjąć z repertuaru, podobnie z Mszą Świętą.
Dłuższą wypowiedź bpa Moreroda przytaczam na końcu, jest naprawdę elokwentna i barwna.
A teraz, co czytamy w Ewangelii. Czytamy, że Dobry Pasterz szuka zaginionych owiec i niesie je sam do owczarni. Zatem zamiast zwalniać księży, może należałoby ich rozpuścić po Lozannie, Genewie, Fryburgu i okolicach, aby postarali się przyprowadzić wiernych do kościołów?
W Ewangelii czytamy też „Idźcie na cały świat …”. Idźcie, a nie siedźcie i czekajcie aż ktoś do was przyjdzie. Idźcie!
Kuriozalne jest też stwierdzenie, że części księży obca jest „egalitarystyczna kultura rozmowy”. Czy można zastąpić głoszenie Ewangelii beztroskimi pogadankami? I jeszcze, myślę, że lepiej jest gdy wietnamski ksiądz w słabym francuskim głosi Ewangelię niż wcale.
W podsumowaniu kończącego się roku spadnie wiele gromów na Kościół. Wiele z nich będzie sprawiedliwych.
Piszę to po to, bo w kościołach w Polsce także spada liczba wiernych i aż się boję, że przykład ze Szwajcarii i u nas się przyjmie.
Bp Morerod:
– Tylko we Fryburgu, miasteczku liczącym 38 tys. mieszkańców, jest 40 katolickich Mszy w niedzielę. Jest to o wiele więcej niż potrzeba – tłumaczy biskup-dominikanin. Obecną sytuację, szczególnie na wsiach, uważa za deprymującą, gdy kapłan staje przed zaledwie kilkunastoma wiernymi, uczestniczącymi w liturgii w ciszy, z odległych od ołtarza ławek. Zmniejszenie liczby duchownych do 170 jest, według niego, jedynym sposobem na wyrównanie „podaży” i „popytu”. Mniejsza liczba księży oznacza bowiem większą liczbę uczestników jednej Mszy.
Gdy chodzi o zmniejszenie liczby księży zagranicznych, bp Morerod jest zdania, że nadal są oni potrzebni w diecezji, w której większość wiernych to imigranci. Potrzeba więc duchowieństwa wielokulturowego. Jednak w sytuacji, gdy jest ich już więcej niż połowa, osiągnięto pewną granicę, poza którą „różnice nakładają się na siebie”. Poza tym niektórzy kapłani, zwłaszcza z państw afrykańskich i z Polski, nie są przyzwyczajeni do tego, że ktoś świecki im się sprzeciwia i obca im jest „egalitarystyczna kultura rozmowy”, co czasem prowadzi do napięć. Istnieją też bariery językowe – np. nie wszyscy parafianie rozumieją kazanie mówione po francusku przez wietnamskiego księdza.
Na zdjęciu: katedra w Lozannie.


