Pisanie o wirusie może i byłoby nudne, gdyby nie dane o nieustannym wzroście liczby zakażonych i zmarłych. I gdyby nie chaos – mam wrażenie także narastający – w służbie zdrowia i kolejnych dyrektywach płynących z ust szefów różnych instytucji.
W przeważającej mierze musimy liczyć na siebie sami. Oprócz maseczek, dezynfekcji i gdzie się da utrzymania dystansu, szerokim łukiem należy omijać tłumne imprezy i spotkania, na których nie musimy być. Trzeba także, jak w każdym czasie zagrożenia, dobrze się odżywiać, odpoczywać i dbać o ruch.
To wszystko oczywiście nie gwarantuje uniknięcia zakażenia, ale trzeba zrobić wszystko, co możemy. I inna ważna sprawa, chyba coraz istotniejsza, nie pozwalać ogarniać się panice, dłuższa lektura nawet nagłówków w Internecie gwarantuje wzrost napięcia nerwowego.
Dodam, to, co sam praktykuję – rozmowa, modlitwa, praca. Niezwykle ważne są spokojne, dobre rozmowy, wzajemne słuchanie się. Modlitwa, wiadomo, potrzebna jak chleb. Siłę daje też uczciwa, solidna, pieczołowita praca.
I zaufanie Panu Bogu, który chce nas przeprowadzać przez wszystkie trudne chwile życia.
PS. Wirusy ustępują! Ten, który wczoraj uniemożliwił mi dokonanie wpisu, został skutecznie pokonany.


