Podobnie jak większość z Was, chciałbym już widzieć koniec pandemii. Ta jednak, pomimo naszego zmęczenia i zdecydowanych zaklęć rządu, że już jest „po”, wcale nie rezygnuje.
Przyzwyczailiśmy się do panowania nad naturą, najlepsze rezultaty miało lotnictwo rosyjskie, które rozganiało deszczowe chmury nad Placem Czerwonym w Moskwie przed defiladami. Obecnie, pomimo miliardów wydawanych na badania i próbki, opanowanie wirusa nie udaje się i znawcy wieszczą, że czeka nas kilka lat niepewności. I ta niepewność jest na razie jedyną rzeczą pewną.
W takich czasach nie można uciekać od życia, liczyć, że się jakoś przeczeka, że to tylko zbyt długi sen. Takie czasy są dobre dla rozpoczynania nowych rzeczy ale i do powrotu do rzeczy niezawodnych. Trzeba zdążyć z tym, co odkładaliśmy. Nie bać się. Śmielej mnożyć dobro, mocniej zaufać miłości. I nie łudzić się, że już za dwa dni albo za tydzień, znowu zgnuśniejemy przy pizzy na werandzie.
Pan Bóg jest z tymi, którzy mają odwagę zaczynać rzeczy nowe, tak się przecież zdarzyło z Ewangelią przed dwoma tysiącami lat.


