Jedna z moich zaprzyjaźnionych sióstr zakonnych, poważna pani po 60-tce, rzadko podróżująca pociągami, zmierzała do Warszawy. W przedziale natknęła się na dwóch licealistów udających się do stolicy na zakupy i parę studentów jadących nad morze. Od razu poznała jak mają na imię.
A potem zapytała czy są ochrzczeni, kiedy potwierdzili, od razu zarządziła:
– A to dobrze, oddamy się teraz opiece Matce Bożej na szczęśliwą podróż.
I zaczęła „Pod Twoją obronę …”. Młodzież, okazało się, znała tekst i bez oporu pod batutą siostry wyrecytowała modlitwę do końca. Mniszka pochwaliła ich pobożność, a resztę trasy przebyli już jako dobrzy znajomi.
Piszę o tym dlatego, żeby przypomnieć, że wszędzie mamy znajomych, tylko boimy się wychylać z bezpośrednim odniesieniem do ludzi. Są przecież nieznajomi, po co się wtrącać, może ktoś sobie nie życzy. W zachowaniu siostry jest jednak ładna ewangeliczna nuta. Ewangeliści zapisali mnóstwo spotkań Jezusa z ludźmi, gdzie nawet po dwóch czy trzech zdaniach, nawiązuje się relacja, odkrycie osób z ich światami.
Dzisiaj, jutro, spotkamy wielu ludzi, którzy wcale nie są dalekimi bytami, z którymi nic nas nie łączy. Przeciwnie, są nam bardziej bliscy niż myślimy. Mogą stać się nawet najbliższymi, są niespodzianką, zaproszeniem do przygody, może przyjaźni. Nie wolno stracić żadnej okazji na wzbogacenie swojego życia!


