APSIK PREFACJA

Rozpoczęło się od tego, że na ołtarzu pojawiły się świeżo zebrane polne kwiaty. Dzieciaki przyniosły je na mszę świętą, odprawianą w „katedrze pod sosnami”.

Katedra ta, to miejsce gdzie razem z setką dzieci codziennie mam mszę świętą. Liturgia w takich okolicznościach bywa niezwykle żywa.

Z kwiatami było tak. Rozszedł się ich aromat, na który jestem akurat bardzo wrażliwy. Dobrze szło do prefacji. Zacząłem:

– Pan z wami!

A kiedy dzieci odpowiadały chóralnie: – „I z duchem twoim!”, ja czułem że zbiera mi się na głośne kichnięcie, absolutnie nie do opanowania. Stąd wyszła mi fraza:

– W górę serca … Apsik!

A dzieci, zgodnie z tym, co widziały i słyszały, odrzekły:

– Na zdrowie!

A powinny wszak: „Wznosimy je do Pana!”. Ja, celebrując z maksymalną powagą, ciągnę, czując, że na jednym kichnięciu się nie skończy:

– Dzięki składajmy, Panu Bogu naszemu … Apsik!

No, a dzieci, żadnego tam „Godne to i sprawiedliwe”, tylko jeszcze głośniej:

– Na zdrowie!

Następnego dnia, bardzo młoda kantorka, bodaj z klasy trzeciej, przyniosła mi przed mszą psalm i zapytała, czy ostatni werset, z ostatniej zwrotki psalmu, powinna także zaśpiewać, a może inaczej się to czyta niż jest napisane. Biorę do ręki lekcjonarz i już rozumiem dylemat młodej panny:

Posłał wtedy sługę swego Mojżesza
i Aarona, wybranego przez siebie.
Okazali wśród nich Jego znaki
i cuda w krainie Chama.

Nie tak prosto jest dziecku wyłożyć, że u chama także cuda się zdarzały, i dlatego cham (Cham) w liturgii ma prawo się znaleźć i nawet śpiewać o nim można. Panna atoli zaśpiewała frazę, lekko jedynie ściszając głos w ostatniej linijce.

Inny razem, zadałem dziatwie trudne pytanie, bodajże o miłość nieprzyjaciół. Jakoś nie garnęły się do dywagacji. Ale jeden z malców gwałtownie podnosił rączkę.

– Proszę, Kamil, powiedz! – zachęcam.
– Proszę księdza, szyszka mi spadła pod nogi!

Cała setka zaraz główki do góry zadziera, gapi się w szyszki wiszące nad nimi, niechybnie już będą spadać następne, wszak Kamil nie uprzywilejowany.

– Jakby ci spadła na głowę i nabiła guza, to jej przebaczysz, tak? – próbuję ratować kazanie.
– Nie, bo szyszka spadła niechcący!

Kaznodzieja zawsze ma pod ręką zbawienne „Amen”, kończące kazanie. No i szansę, że jutro można się poprawić.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

Comments are closed.