A BZU MAMY PO DOSTATKIEM

Wtorek 10 maja 2016 Ktoś wygrał nawet cztery miliony, miał fart. Wybuduje sobie dom i limuzyna lśnić mu będzie na podjeździe. Ładne to i się zdarza, choć nie tak często.

Ktoś inny zaczarował jury i dostał najwyższy laur. Publiczność klaskała i piała z zachwytu, kamery filmowały z góry, z dołu, z prawej a nawet z lewej strony. Cały świat to widział, to dopiero splendor!

Trzeci ktoś raz sprzedał dobrze tabor węgla, potem drugi i trzeci, dziś już tysięczny chyba. Liczy wagony, konto mu puchnie a on sprzedaje następny tabor. Biznes kwitnie.

No ale czy tylko biznes kwitnie? Słyszałem prostą, zwykłą historię. Ona Marianna, Ukrainka, on Fiodor, Rosjanin. Tak się złożyło, że dwa lata temu w maju, oboje kryli się przed pociskami fruwającymi w Donbasie. Kiedy już prawie nocą nastała cisza, on zerwał jedną gałązkę liliowego bzu. Dał jej niezgrabnie i powiedział to, co wszystkim nam najbliższe. Ona uwierzyła.

Bzu akurat mamy pod dostatkiem, szczęścia szukamy. Po co ten fart, laur i tabor węgla?

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.