Poniedziałek 12 października 2015
Zrobić prawo jazdy w wieku 80 lat? Spokojnie, można to sobie wyobrazić. A wysyłać pieniądze na dobre cele przez kilka lat po swojej śmierci? To już trudniej, ale te i inne dziwne rzeczy wydarzyły się w życiu Józefa Urpszy.
Na ślad Urpszy trafiłem podczas rozmowy z zaprzyjaźnionymi nazaretankami, które znały go osobiście. Pochodził ze starej rodziny kniaziów żmudzkich z okolic Kowna. Urodził się w roku 1880, skończył farmację w Petersburgu, kierował tam dużą hurtownią z lekami do roku 1917, po czym wstąpił w szeregi tworzącego się wojska polskiego. Ożenił się z Heleną von Zeydler z którą mieli 11 dzieci. Od roku 1922 kierował zaopatrzeniem w leki na terenie Warszawy i całego województwa. W czasie Powstania w roku 1944 ginie jego żona.
Rok potem 65-letni wdowiec rozpoczyna drugie, nowe życie. Zamarzył sobie wstąpienie do jezuitów, ale ówczesny prowincjał stwierdził, że „osoby starsze nie rokują nadziei na zaangażowanie apostolskie” i odmówił (jakże się pomylił!) Józef zapukał do drzwi warszawskiego seminarium diecezjalnego, tam przyjęto go i wyświęcono na kapłana w roku 1948, czyli w 68 jego życia. Po czterech latach zorientował się, że u jezuitów nastąpiła zmiana prowincjała i ponowił chęć wejścia do rodziny synów św. Ignacego. Nowy prowincjał poznał się na wigorze nowicjusza, zgodę dał, argumentując przy tym, że dobry aptekarz wyszkoli w fachu pielęgniarskim jezuickich braci.
I tak 72-letni ksiądz Józef, dawniej wdowiec, poszedł do nowicjatu (pierwsze lata w zakonie, kiedy rozeznaje się powołanie), a tam musiał zmierzyć się z 18 czy 19-letnimi młokosami. Komiczne wyglądały tzw. „pokuty”, czyli spotkania podczas których bracia na zasadzie życzliwego upomnienia wytykają sobie różne zaniedbania i słabości. Ponieważ nie bardzo było na co się poskarżyć w przypadku ks. Józefa, jeden z braci wymyślił:
– Brat Józef niedbale czyni znak krzyża!
Na co Urpsza odparował:
– Bracie, 11 dzieci wychowałem, a ty chcesz mnie uczyć jak się żegnać?
Bardzo chętnie przyjmował obowiązek zamiatania i mycia podłóg w pomieszczeniach klasztornych, dopowiadając, że skoro w zakonie ślubuje się czystość, to on się do tego z radością przyłoży.
Prawdziwej werwy dostał ojciec Józef, kiedy już został pełnoprawnym jezuitą. W Kaliszu, gdzie służył, uprosił o możliwość odprawiania mszy świętej poza kościołem, w domach zamieszkanych przez osoby starsze, niedołężne czy schorowane. Statystyki mówią, że w roku 1972 odprawił takim ludziom 255 mszy (wszystkie z kazaniami) i rozdzielił 4 182 komunie. Ponieważ jego podopieczni mieszkali na dość dużym terenie, poszedł na kurs prawa jazdy na motocykl. A miał wówczas 80 lat, egzamin, rzecz jasna zdał. Nazywano go już „Samarytaninem Kalisza” i nawet milicjanci przymykali oko, kiedy staruszkowi zdarzyło się przekroczyć prędkość. Odwiedzając swoich chorych, zaczynał od poprawienia poduszek lub prześcielenia łóżka. Wiosną i latem wynosił podopiecznych na zewnątrz, aby podleczyło ich gorące słońce.
Doceniał rolę techniki w rozwoju duszpasterstwa i dlatego sprowadził pod koniec lat 60-tych samochód osobowy oraz mikrobus, była to pierwsza „flota samochodowa” u polskich jezuitów.
Ojciec Józef Urpsza zmarł w Kaliszu 14 lipca 1974 roku, mając prawie 94 lata. Wcześniej rozszerzył swoją apostolską działalność wspierając finansowo jedną z katolickich misji charytatywnych w Indiach. Co miesiąc wysyłał pieniądze na jej działalność. Zdumienie w Indiach było potężne, kiedy przekaz od ojca Józefa przyszedł w sierpniu, potem we wrześniu i w kolejnych miesiącach. Okazało się, że kaliski samarytanin czując nadchodzący koniec, umówił się z panią z poczty, że ta nadal będzie wysyłać z jego adresu datki na misję w Indiach. Zdeponował sumę wartą sześciu kolejnych wpłat. Mimo tego, po tym czasie ośrodek nadal otrzymywał comiesięczne wsparcie. Dzieło księdza Józefa kontynuowały jego dwie córki, które w ten sposób zatroszczyły się o pamięć po ojcu.
Dotrwaliście do tego momentu? Przyznaję, że opisałem historię o. Urpszy w skrócie. Kończę jednak z pytaniem do każdego z was (i do siebie), ile macie lat? I co jeszcze przed wami?

