Sobota 10 października 2015
Zakupuję od czasu do czasu sałatę. Zauważyłem, że prawie nigdy nie ma w niej charakterystycznego piasku. W tej dawniejszej był zawsze i sztuką było dobrze go wypłukać. Przy kasie rzuciłem raz żartem:
– Proszę pani, ta sałata to z ziemi czy jakaś syntetyczna?
– A zaraz panu powiem… – zawiesiła głos ekspedientka i zaczęła przeglądać kwity z dostawy – Chyba z ogrodu bo jest to „Gospodarstwo ogrodnicze w …”
Wątpliwości z sałatą rozwiały się. Jeszcze lepiej poszło mi z czarnym bzem. Przyłapałem dwóch panów, którzy ścinali (fachowo) czarny bez na nieswojej parceli. Nie była to także moja parcela, ale panowie skąd mogli o tym wiedzieć.
– Panie – zaproponował jeden ze zbieraczy – my z tego robimy nalewkę, damy panu buteleczkę i po sprawie. Może być?
Zgodziłem się – bo niby czemu nie? – pod warunkiem, że nie zetną owoców przy koronie krzewu, musi zostać trochę dla sikor i jemiołuszek na zimę. Nalewki jeszcze trochę mam i zapewniam, że ta nie jest syntetyczna. Mimo, że ma może ze trzydzieści procent, to na sto procent syntetyczna nie jest. Godny polecenia ten dar natury na pierwsze chłody!

