Piątek 9 października 2015
Jasiek zawsze myślał i przewidywał, a potem działał. Kiedy pani zabrała przedszkole na wycieczkę do parku, ciągnął się na końcu, spostrzegł, że strumyk jest płytki i przeszedł go ledwo zanurzając kostki. Reszta przedszkola dreptała po kładce, która runęła, jedna koleżanka i jeden kolega złamali sobie po jednej nodze. Jasiek wyciągnął z tego wniosek, że kładki i mostki są niebezpieczne i lepiej chadzać po swojemu.
W młodości jak cała ferajna piła, Jasiek bawił się szklaneczką i czekał na tak zwany rozwój wydarzeń. Kiedy pół paczki okupowało już toalety, wymiotując na wszystkie sposoby, Jasiek odstawiał szkło i zamawiał wodę mineralną. W kinie najpierw wypatrywał napisu „Wyjście awaryjne” i to mu się przydało, bo pierwszy uciekł na początku pożaru.
W przypadku ożenku Jasiek wybrał pannę urody nie najświetniejszej ale mądrą i oczytaną. Blask urody żon kolegów z czasem przygasał, a żona Jaśka rosła w wiedzę i nadal mogli godzinami rozprawiać o „Uczcie” Platona. I rosła też miłość Jaśka.
Jasiek czytywał Ewangelię i znalazł w niej krótkie zdanie: „Ostatni będą pierwszymi”. Raz jeszcze przeczytał i zaśpiewał: „Toż to o mnie!” A potem okazało się, że siedzi w niebie w pierwszym rzędzie, tuż przed Najwyższym. A obok jego mądra żona. Tak to właśnie jest.

