Czwartek 15 stycznia 2015
Konflikty i napięcia między ludźmi są oczywiste i do końca nie da się ich uniknąć. Nie jesteśmy aniołami. Ważniejsze jest to, co robimy po jakiejś kłótni, nieporozumieniu czy awanturze.
Przeważnie czekamy aż wszystko się jakoś samo ułoży i wróci do normy. Wtedy niestety rosną między nami niewidoczne mury, osłabia się zaufanie i oddalamy się od siebie. Po pewnym czasie zapominamy już o co poszło, a pozostaje wzajemna niechęć i uraz, często więzi pękają całkowicie.
Pan Jezus znał dobrze naszą ludzką kondycję. Pewnie dlatego zachęcał, żebyśmy przebaczali nawet siedem razy na dzień (Łk 17,4). Nie wiem czy ktokolwiek z was osiągnął ten poziom, tygodniowo byłoby to 50 razy i ponad 200 miesięcznie.
Po konflikcie czy awanturze ważne jest, aby jak najszybciej zdobyć się na jakieś dobre, pojednawcze słowo, miły gest. Ponieważ gniew i uraza są bardzo groźnymi epidemiami, trzeba możliwie szybko potraktować je skutecznym lekiem, jakim jest przebaczenie. Kolekcjonowanie zranień, złości, urazów i przykrości przypomina człowieka, który dźwiga ciężki plecak, codziennie wpadają tam nowe kamienie, plecak coraz cięższy, ale on uparł się, żeby taszczyć wszystko i do końca.
Próbujmy przebaczać, przynajmniej do siedmiu razy dziennie. Bardziej rygorystyczni interpretatorzy cieszą się, że o ósmym razie Ewangelia milczy …


20 responses to PRZYNAJMNIEJ SIEDEM RAZY