Dzisiaj media przypominają zdarzenia z 11 września 2001 roku, atak na wieże w Nowym Jorku i inne cele w Ameryce.
Nie sądzę, aby zbyt wielu z nas powiązało tamtą datę z informacjami o śmierci przynajmniej trzech polskich żołnierzy w Afganistanie, w ostatnich dniach. Sekwencja zdarzeń była jednak taka, że po ataku na Amerykę, w odwet i próbę zlikwidowania terrorystycznych talibów, zaangażowały się wojska NATO, w tym i polskie. Dziś jest tak, że przez 8 lat wojny liczba talibów (odpowiedzialnych za ataki na Amerykę i później m.in. na Londyn i Madryt) jest zapewne nikła. Natomiast Afgańczycy, którzy wcześniej nie dali się podbić Mongołom, Turkom, Hindusom, Anglikom i Rosjanom, mają dość obcych wojsk. Mają dość urządzania ich własnego kraju przez innych i walczą z tymi innymi, także z Polakami.
Oczywiście my sobie tu spokojnie jemy, pijemy, chadzamy na dyskoteki, kupujemy nowe rzeczy, a dwa tysiące polskich żołnierzy prowadzi bezsensowną walkę w jednej z afgańskich prowincji. Trzynastu polskich żołnierzy zginęło jak dotąd, co może nie jest za wielu w porównaniu z kilkuset zabitymi Amerykanami czy Brytyjczykami. Zabitych Afgańczyków jest kilkanaście tysięcy. Walka staje się bez sensu, bo po stronie afgańskiej staje coraz więcej zwykłych ludzi i żeby ją wygrać, trzeba uśmiercać kolejnych ludzi, oczywiście przypinając im łatkę terrorystów.
Dla przeciętnego Polaka ta wojna nie ma żadnego sensu, mało kto się nią interesuje, choć w sondażach ponad 60 procent obywateli jest jej przeciwna. Ponadto akurat my Polacy wiemy, co oznacza niechęć do obcych wojsk na własnej ziemi. Nasi żołnierze biją się na pustyniach za pieniądze, znacznie większe niż te, które mogliby otrzymać w Polsce za spokojną służbę.
Ktoś, kto jednak przeczytał choćby jedną książkę na temat przyczyn wojny w Afganistanie, wie dobrze, że ostatecznym źródłem konfliktu jest głęboka niesprawiedliwość, krzywdząca miliardy ludzi na świecie. Jeśli jakoś ugaszony zostanie ogień w Afganistanie, wybuchnie wkrótce w jakimś miejscu w Afryce lub Ameryce Łacińskiej. Gdzie zapewne polecą także dzielne polskie korpusy.
Wojny potęgują jedynie konflikty i rodzą nowe. Tymczasem świat potrzebuje rozmowy i solidarności. Sam nie wiem, jak długo czekać będziemy na otrzeźwienie, które zmusi nas do dialogu i sensownej pomocy. Dziś, my w Polsce, możemy jedynie pomodlić się i westchnąć w intencji trzynastego poległego rodaka.
Zabity Polak to st. szer. Piotr Marciniak z 6. Brygady Desantowo-Szturmowej. Żołnierz miał 30 lat, był kawalerem.

