Pewnie tylko ludzie święci (ale niekanonizowani) nie mają frajdy, gdy kompromituje się ktoś, kogo nie lubią. Bo przecież przez to, że ktoś jest gorszy, ja jestem lepszy. Relatywizmu nie da się w praktyce uniknąć.
Więc ja też miałem frajdę, gdy najwyższa osoba w państwie powiedziała „stokrotce”, że ją wykończy, i że jest na jego krótkiej liście.
Ale zaraz sobie uświadomiłem, że przecież ja też mam taką listę. Wprawdzie jest ona najkrótsza z możliwych, bo znajduje się na niej tylko jedna osoba, ale jednak. (Od razu zastrzegam, że nie jest nią nikt z PiS ani RM). Zaraz jednak się pocieszyłem, że i tak jestem lepszy, bo wcale nie mam zamiaru owej osoby wykańczać. Nie muszę. Sama się wykańcza, he, he.
A tak z ręką na sercu: kto z Was nie ma takiej listy? Może Ksiądz, może Marta J., może Renatka D. i paru innych świętych ludzi. Ale i tego wcale nie jestem pewien.
Jan Pleszczyński
PS. 1. Bardzo dziękuję Pani J. K. za list i próbę odpowiedzi na pytania zadane w poprzednich kruchtach.
PS. 2. Proszę nie naciskać, bym zdradził kim jest człowiek z mojej listy. On wie.

