27 listopada 2005
Ile Boga w moim życiu? Stawiam sobie i wam to pytanie, bo w nim kryje się najważniejsza kwestia naszego losu. Adwent może być czasem myślowego penetrowania zaułków życia, tak aby ujrzeć i zrozumieć ile w nim Boga. Ile – nie chodzi o kubaturę, ale o to, jakie sfery i w jakim stopniu są przeniknięte Jego działaniem. Penetracji myślowej powinna towarzyszyć korekta praktyki życiowej.
Co w tym świetle mówi o naszym życiu dzisiejsza Ewangelia? (por. Mk 13,33-37).
Zostawił swoim sługom staranie o wszystko. Przypomnijmy, że dzieło zbawienia już zostało dokonane, Boże Narodzenie to fakt zrealizowany. Adwent jest naszym czasem, czasem na zajęcie się naszym życiem. Z Bożej strony radykalny ruch ku nam został wykonany. Wcielenie, to co należy do Boga, jest faktem. Jego urzeczywistnienie to teraz nasza praca. Popełnimy błąd oglądając się na Boga i Jego cudowne działanie. Mamy wszystko, co trzeba, aby budować Jego Królestwo. On zostawia w naszych rękach staranie o wszystko.
Każdemu wyznaczył zajęcie. To jest właśnie moje życie, jako przestrzeń mojej pracy. Łakomi uniesień duchowych kusimy Boga, aby jeszcze raz (i najchętniej częściej) dał się odczuć i złapać niejako w moc naszych uczuć, myśli i wyobrażeń. A On odwraca nas od Siebie i mówi: Weź się za swoje życie.
Aby nie zastał was śpiących. Gdyby teraz powrócił, znalazłby tak wielu śpiących, rozłożonych na sofach życia w poczuciu niekończącej się imprezy. Z życiem niekompletnym, rozgrzebanym, aż naszpikowanym niespełnieniami. Życie niegotowe, rozpisane na wątpliwe scenariusze, w którym poczesne miejsce zajmuje drzemka.
Dlatego to dzisiejsze słowo jest szansą. Na nic jeszcze nie jest za późno. Jest jeszcze w sam raz. Dzisiaj jeszcze jest pora.

