Bądźcie miłosierni,
jak Ojciec wasz jest miłosierny.
I nie osądzajcie,
abyście nie zostali osądzeni,
i nie potępiajcie,
abyście nie zostali potępieni.
Przebaczajcie,
a i wam będzie przebaczone.
Dawajcie,
a będzie wam dane.
Miarą dobrą, czubatą, utrzęsioną, przelewającą się dadzą wam w zanadrze.
Bo jaką miarą mierzycie,
taką wam odmierzą.
Czytam te sześć rad, pomieszczonych w trzech wersetach Ewangelii Łukasza (6,36-38) i odnajduję w nich nowego człowieka. To jakby sześć włókien, z których tka się nieśmiertelność i wieczność. Przyoblekając je stajemy się Bogo-podobni.
Można je potraktować także jako program życia. Jednak tylko przy założeniu, że zaaplikujesz je natychmiast. Okaże się wtedy, że potrzebujesz ostrych cięć. I miłość, i przebaczenie, i powstrzymanie się od sądów oraz potępień, i dawanie i miarkowanie „z czubem”, ogołocą i kieszeń i serce. Jeśli jednak przesuniesz na jutro aplikację tych sześciu rad do formatu swojego życia, diabeł inteligentnie wprowadzi w nie subtelne korekty typu: „TROCHĘ” i „PRAWIE”. Na przykład:
Bądźcie niemal tak miłosierni,
jak Ojciec wasz jest miłosierny.
I raczej nie osądzajcie,
abyście nie zostali osądzeni,
i zbyt często nie potępiajcie,
abyście nie zostali potępieni.
Przebaczajcie prawie zawsze,
a i wam będzie przebaczone.
Dawajcie choć trochę,
a będzie wam dane.
Miarą dobrą, czubatą, utrzęsioną, przelewającą się dadzą wam w zanadrze.
Bo jaką miarą mierzycie,
taką prawdopodobnie i wam odmierzą.

