Z SALEK KOŚCIELNYCH NA PERYFERIA NIE WYJDZIEMY

Sobota 28 marca 2015

Lepiej żeby umarł jeden człowiek niźli miało nadejść niebezpieczeństwo zagrażające całemu narodowi. Ta kalkulacja żydowskich przywódców (zapis całości jest dalej, z dzisiejszej Ewangelii) była logiczna, politycznie słuszna.

Jezus, Jego nauka i czyny, faktycznie godziły w fundamenty stabilności bytu marionetkowego państwa żydowskiego, całkowicie uzależnionego od Rzymu. Trochę później okazało się, że chrześcijaństwo w znacznym stopniu wpłynęło na upadek samego Rzymu jako potężnego imperium.

Myślę, że obecnej cywilizacji, w gruncie rzeczy coraz bardziej dążącej do „zabawienia się na śmierć” („Amused Itself to Death”, Roger Waters, 1992) ze strony chrześcijaństwa nic nie grozi. Nie dlatego, że „świat” (dominujące  dziś tendencje) odsuwa i neguje Ewangelię, tak akurat było prawie zawsze, a szczególnie w początkach, kiedy chrześcijaństwo próbowano zniszczyć jako niebezpieczną ideę.

Wśród chrześcijan silne są dziś dwa kierunki. Pierwszy nazwałbym „pobożną izolacją”, coś na kształt splendid isolation. Mamy swoją wiarę, wspaniałą liturgię, obrzędy, pieśni, modlitwy, katedry i skarbiec niezwykłej tradycji. Trwajmy przy tym i nie martwmy się idiociejącym światem. Przypomina to nieco przypadek tonącego statku, w którym pobożni ludzie na wszelki wypadek zamykają się w okrętowej kaplicy i tam gorliwie się modlą. Drugi kierunek, to nieustanna krytyka, , narzekanie, biadolenie, pomszczenie i „zgrozowanie”. Ten świat jest beznadziejny, krzyczmy o tym, wrzeszczmy, zakazujmy, gróźmy i ekskomunikujmy. Niezdarny obraz, jaki przychodzi mi do głowy w tym przypadku, to grupa oburzonych widzów, dających upust swojej wściekłości wobec marnego i obrazoburczego spektaklu.

Można uciekać w pobożność, można krytykować (nie odmawiam racji wielu krytykom). Myślę jednak, że jeśli chrześcijaństwo ma mieć jakieś dzisiaj znaczenie, potrzebny jest konstruktywny pomysł, dobra idea, którą należy pokazać, głosić i realizować. Dla mnie takim pomysłem jest Budowanie Cywilizacji Miłości, głoszone przez Jana Pawła II w trakcie całego pontyfikatu, począwszy od fundamentalnych założeń, zapisanych w „Dives in misericordia”. Idea ta ma trzy plusy. „Budowanie” wskazuje na pozytywny, konstruktywny proces. „Cywilizacji” oznacza związek z obecnym kształtem świata, nie do końca bezsensownym. Wreszcie „Miłości” odsyła do celu możliwych przemian. Przy czym „miłość” nie ma tu charakteru ckliwej emocji, ale konkretne cztery wymiary: prymat osoby przed rzeczą, etyki przed techniką, „być” nad „mieć” i prymat miłosierdzia przed (nie „nad”) sprawiedliwością. Bez powodu do chwały mogę powiedzieć – w prawie 10 lat od odejścia Jana Pawła II – że kilka rzeczy udało mi się wedle idei Cywilizacji Miłości zbudować.

Wiele lat temu apelowałem do zaangażowanej i pobożnej młodzieży – „Wynocha z kościelnych salek!”. Miałem na myśli konieczność realizacji wiary tam, gdzie najbardziej jest to potrzebne. Bardzo ucieszyłem się wezwaniami Franciszka do wychodzenia na ulice oraz pójścia na peryferie, to są według papieża dzisiejsze zadania chrześcijan.

Popapranej, zabawiającej się dziś na śmierć cywilizacji, nic jednak ze strony chrześcijaństwa nie grozi. Mamy wspaniałą wiarę, którą celebrujemy w pięknych świątyniach; zawsze też możemy zwiększyć siłę krytyki i jeszcze głośniej pomstować na wszystko.

 

Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy, to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.

Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Najwyższą Radę i rzekli: „Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsca święte i nasz naród”. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród”.

Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić.

Odtąd Jezus już nie występował wśród Żydów publicznie, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasteczka, zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami.

A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: „Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?”

Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać. (J 11, 45 – 57)

 

Itinerarium

10 responses to Z SALEK KOŚCIELNYCH NA PERYFERIA NIE WYJDZIEMY


  1. Pingback: ZBAWIENNY KWADRANS - ItinerariumItinerarium

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.