MARZENIE O SKRĘCIE ŚWIATA

Mamy komputery, Internet, domy, telefony, samochody, kilka par spodni i butów. Zjadamy śniadanie, obiad, kolację. Anteny satelitarne podają nam na ekrany programy przynajmniej kilkudziesięciu telewizji.

Mamy to wszystko i nie uważamy się za szczególnie bogatych czy uprzywilejowanych. Parę danych, które teraz przytoczę, prawdopodobnie nie zrobi większego wrażenia. Trzy miliardy ludzi usiłuje przeżyć za mniej niż 2 dolary dziennie. Półtora miliarda nie ma dostępu do wody pitnej, a ponad dwa miliardy nie jest objętych podstawową opieką medyczną. Liczba osób żyjących w „rozpaczliwej nędzy” wzrasta co roku o ok. 25 milionów (dane za: Federico Mayor, „Przyszłość świata”).

Nie sądzę, żebyśmy mogli wyobrazić sobie nędzę. Owszem, kiedy myślimy o biednych, na chwilę dopadnie nas wzruszenie albo lekki smutek. Po czym przejdziemy do swoich zajęć, na przykład napijemy się kawy. W kategoriach przyjmowanego przez nas myślenia mieści się jak najbardziej pomoc humanitarna i nie wątpię, że ją wspieramy, co jest godne pochwały. Nie wyobrażamy sobie jednak globalnego projektu zmian, który doprowadziłby do zmniejszenia biedy na świecie. Projektu, w którym ograniczylibyśmy swoje potrzeby i wydatki, tak, aby nie było ludzi bez dostępu do wody czy jakiegokolwiek lekarza (oczywiście wiem, że potrzeba mądrych projektów dla przetransponowania pieniędzy z naszych samoograniczeń na wodę pitną dla Afryki).

Znalazłem wczoraj kilka konferencji i debat poświęconych biedzie, w związku z obchodzonym Światowym Dniem Walki z Ubóstwem. Od kilkunastu lat nędza i bieda, mają swoje święto, właśnie 17 października. O nędzy i głodzie dyskutuje się w klimatyzowanych salach i na pewno nie przy sucharach.

Żyjemy w kulturze mocno zakotwiczonego egoizmu narodowego czy nawet kontynentalnego i chyba nawet nie ma tu naszej szczególnej winy. Pokonanie nędzy na świecie wydaje się nam niemożliwe, bo musiałoby prowadzić do naszych ograniczeń, a przecież nie uważamy się za ludzi przesadnie bogatych i rozpasionych.

Z dawnych lekcji religii pamiętam – i wy także – „uczynki miłosierne względem ciała”:

1. Głodnych nakarmić.
2. Pragnących napoić.
3. Nagich przyodziać.
4. Podróżnych w dom przyjąć.
5. Więźniów pocieszać.
6. Chorych nawiedzać.
7. Umarłych pogrzebać.

Spełnienie tych postulatów wymaga dziś ogromnej korekty w naszym myśleniu o swoim statusie materialnym, a także wielkiego zrywu solidarności. Marzę, że świat będzie powoli skręcał w takim kierunku.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

Comments are closed.